Depresja kasjera

Urażona duma

Na własnej skórze przekonałem się, jak wielką siłę mają potrzeby samorealizacji oraz uznania, według klasyfikacji potrzeb Maslowa. Wystarczy nieco zachwiać poczuciem samospełnienia takiej osoby, czy też poddać w wątpliwość uznanie co do jej dorobku zawodowego, żeby skończyło się werbalnym atakiem. Pal licho, gdyby chodziło tu o dorobek twórczy, osiągnięcia naukowe, sukcesy sportowe, czy też wspinanie się po szczeblach kariery. Tymczasem mówimy tu o kasjerze. I nie chodzi tu wcale o jakieś ad personam, tylko zwyczajną próbę opisu rzeczywistości. O miejscu w szeregu. Podobno jest na to maść, ale urażona duma i brak dystansu są jak hemoroidy. Cholernie ciężko się ich pozbyć.

Wartość pracy

Punktem zapalnym było moje pytanie, skierowane do przeciwników strajku nauczycieli (to ważne!), jaka jest wartość ich pracy oraz jakie w związku z tym jest ich wykształcenie i wynagrodzenie. Skoro bowiem ktoś uważa, że postulaty nauczycieli są bezzasadne, warto skonfrontować to z naszą sytuacją. Aby sprecyzować, uznam że wyznacznikiem tejże wartości pracy jest jej wpływ na społeczeństwo. Temat jest oczywiście dosyć kontrowersyjny, można więc wymieniać się najróżniejszymi argumentami. W niektórych jednak przypadkach ocieramy się tu o absurd, a naginanie rzeczywistości dla podreperowania swojego ego jest po prostu porażające. Jeśli bowiem kasjer-sprzedawca nie widzi powodu, dla którego nauczyciel miałby zarabiać więcej niż on, uważając zresztą, że większość nauczycieli jest do dupy, to już zakrawa na kpinę.

Zanim rzucą się na mnie urażeni sprzedawcy…

Sam jestem kasjerem! Ale nie napinam się, nie mydlę sobie oczu, nie przeceniam wartości tego co robię. Zdaję sobie sprawę, że jestem kimś, kto jedynie finalizuje transakcje, fiskalizuje. Nie sprzedaje. Handlarzem jest mój szef, który towar wprowadza do obrotu. Ja jestem pośrednikiem między nim a klientem. To wszystko. Nie dorabiam do tego ideologii. Nie mam z tym żadnego problemu. Wagę mojej pracy weryfikuje zresztą wolny rynek. Nie ma w tym przypadku, że nasze zarobki kształtują się w okolicach minimalnej krajowej lub niewiele wyżej. Nie jest to zawód, co do którego ktoś się specjalnie przysposabia. Tylko małe dzieci mają takie marzenia, jak bycie sprzedawcą. I naprawdę, prawie każdy, po krótkim szkoleniu, może takim pracownikiem zostać. Jest to praca oczywiście potrzebna, ale która taka nie jest? Wystarczy tylko pogodzić się z hierarchią, którą kształtuje rynek. To nie jest nic osobistego, to nie my jesteśmy mało wartościowi, piastujemy tylko niezbyt wymagające stanowisko. Nie ma w tym nic złego, bo i powody pracy w tym zawodzie mogą być bardzo różne. Trzeba to po prostu przyjąć na klatę.

Trzeba harować, żeby zasłużyć?

Są tacy, którzy twierdzą, że tylko ciężka, fizyczna harówka jest prawdziwą pracą. Niektórzy po prostu pozostali mentalnie w czasach komunizmu lub po prostu nie mają odpowiednich kwalifikacji do innej pracy, stąd próby podniesienia poczucia własnej wartości. W Polsce to dopiero raczkuje, gdyż nasz kapitalizm jest jeszcze młody, ale prędzej czy później wszyscy zrozumiemy, że nie chodzi o to, by pracować ciężko, a przede wszystkim mądrze. Gdy więc ktoś mówi: ja ciężko haruję po 12-13 godzin i ledwo mi starcza na życie, a oni pierdzą tylko w stołki i wychodzą do domu o szesnastej, to nie oznacza wcale, że ci drudzy mają za dobrze, tylko ten pierwszy ma po prostu źle. Nie chodzi o to, by ktoś miał gorzej, tylko żebym ja miał lepiej. Równamy w górę, wszyscy.

Waga pracy nauczyciela

Trudno to oszacować, gdyż nie podlega zasadom wolnego rynku. Idealnym rozwiązaniem byłoby urynkowienie systemu edukacji, ale przy naszym gospodarczo bardziej socjalistycznym niż lewica rządzie, jest to po prostu niemożliwe. Nikt nie jest też w stanie zaproponować jakiegoś sensownego systemu, który miałby na celu ocenę, którym nauczycielom podwyżki się należą, a którym nie. Póki co, należy więc belfrów traktować jako całość. W jednym z moich poprzednich wpisów tłumaczyłem już, jak dużą wartość ma ta profesja i jak wpływa na naszą rzeczywistość. Zamiast więc się powtarzać, wrzucę tu link:

Diabelska edukacja

Dlaczego ja mam mieć gorzej?

Powiem wam wprost, przeciwnicy strajku. Kieruje wami zwykła zawiść. Nic więcej. Tłumaczycie to na różny sposób, na przykład:

    1. Oni pracują tylko … godzin. Należy rozumieć: ja muszę pracować więcej.
    2. Oni mają tyle wolnego. Należy rozumieć: ja nie mam tyle wolnego.
    3. Oni mają tyle dodatków. Należy rozumieć: ja mam tylko gołą pensję.
    4. Oni mają przecież 3 tysiące. Należy rozumieć: ja zarabiam mniej.
    5. Oni przecież się nie napracują. Należy rozumieć: ja muszę harować.
    6. Oni przecież nie potrafią uczyć. Należy rozumieć: to ich wina, że moje super uzdolnione dziecko nie chce się uczyć, albo nie zostało prawnikiem/lekarzem.
    7. Oni nie zasługują. Należy rozumieć: dlaczego mają mieć lepiej niż ja?
    8. To strajk polityczny. Należy rozumieć: jestem pisiorem.
    9. Oni też mogą skorzystać z 500+ i innych dodatków. Należy rozumieć: jestem pisorem.
    10. Przez nich nie mam z kim zostawić dzieciaka. Należy rozumieć: co mnie obchodzi ich lepsze życie, mój kłopot jest ważniejszy.

To wszystko w połączeniu z niewielką zwykle wiedzą na temat tej pracy oraz własnymi doświadczeniami (każdy zna przecież jakiegoś kiepskiego nauczyciela), tworzy taki karykaturalny, skrzywiony obraz. Dodajmy do tego obrzydliwą propagandę rzygająca wprost z publicznych mediów, oblewającą belfrów fekaliami i wielbiącą pod niebiosa kryształowo czystą partię wielkiego wodza i w ten oto sposób kształtuje się niesprawiedliwy, krzywdzący obraz tej grupy społecznej. Grupy, której każdy z nas coś zawdzięcza, choć wielu nie chce się do tego przyznać. Poza tym, pomijając już wszystko, każdy argument za i przeciw, takie proste pytanie – co wam przeszkadzają ich podwyżki? Czy wam przez to ubędzie?

I jeszcze jedno: nie macie nic przeciwko dawaniu socjalu, pomocy emerytom, różnym innym dodatkom, a przeszkadza wam czyjaś pensja? Za pracę?

Lopez.

4 Replies to “Depresja kasjera”

  1. Nareszciesensowny i madry artykul. Zawisc, zawisc, zawisc. Ta praca jest bardzo trudna, podoba mi sie to, ze kazdy cos jednak zawdziecza jakiemus nauczycielowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *