Cierpienia młodego Lopeza

Niemoralna propozycja

To było wczesną wiosną. Nie sądziłem, że nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą. Minęły przecież trzy długie lata. Tamte wydarzenia odcisnęły swoje piętno. Zdołałem jednak sobie z nimi poradzić do tego stopnia, że nie pamiętałem już nawet treści tej historii. Sprawa się przedawniła. Wróciłem do szarej prozy życia codziennego. Tego pamiętnego dnia sączyłem w swoim porsche kolejne drinki z parasolką, cierpiąc nad problemami ludzi pierwszego świata. Cisza, spokój, szum fal, ptaszki ćwierkają. Grill skwierczy. I nagle wchodzą Oni, cali na biało, a w rękach mają aneks. W jednej chwili wszystko wróciło.  Próbowałem znaleźć wyjście, ale oni byli szybsi. Wiedziałem, że nie mogę im odmówić. Musiałem podpisać. Powiedzieli, że mam czekać. Zostawili mnie z tą myślą, nie bacząc, jak sobie poradzę. Czekałem pół roku. Dostałem rwy kulszowej, przegrałem w lotto i zaginął mi kot. Lecz cierpienia młodego Lopeza skończyły się 22 września. Wtedy to pojawił się audiobook.

Incepcja

Jestem Saito, zniedołężniały, pomarszczony starzec. Od niepamiętnych czasów tkwię na najniższym poziomie snu. Pewnego dnia zjawia się Cobb. Ktoś, kto mi kogoś przypomina. Kogoś, kogo widziałem bardzo dawno temu, w dawno już zapomnianym śnie. A on mi na to, że wrócił po mnie. Wrócił, żeby mi o czymś przypomnieć. I chce, żebym wrócił z nim, żebyśmy znów byli młodzi.
Taką scenę miałem przed oczami, kiedy odezwali się z wydawnictwa .  Wejście smoka normalnie. Znaczy nie, że to z tego filmu scena, tylko że to takie wejście było. Nieważne. Po prostu zaskoczyli mnie. Wzięli mnie z zaskoczenia jak Jarka Psikutę, choć też mam zajebiście silną psychikę. Nie mogłem się tego spodziewać. Tak jak Lewy nie spodziewał się, że jak nie gówniara z paletkom, to ci od kozłowania pomarańczą.  Gdybym w 2019 roku brał kredyt hipoteczny, a doradca uspokajał, że musiałaby chyba jakaś zaraza nastąpić, albo wojna, żeby raty wzrosły, to i tak bardziej bym się tego spodziewał, niż tego audiobooka.

Pamięć absolutna

Legenda głosi, że istnieją jeszcze ludzie, którzy nie przeczytali Znaleźć wyjście. Gdy to usłyszałem, nie mogłem uwierzyć. Przecież nikt nie mógłby popełnić tak nierozważnego czynu. Wtedy jednak zdałem sobie sprawę, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy i może należałoby spojrzeć na to od innej strony. Może ktoś nie umie czytać. Może komuś ktoś nie pozwolił przeczytać. Może komuś zginęła i pogrążył się w czeluściach rozpaczy, nie mogąc już pokochać innej. A może po prostu przeczytał, ale zapomniał. Wydawałoby się to niemożliwe, tego nie da się wszak zapomnieć, ale może ten ktoś cierpi na zaniki pamięci. Okazuje się, że wiele może być przyczyn takiego stanu rzeczy, niezależnych od takiego biednego człowieka. Dlatego też ten audiobook może wyjść naprzeciw pragnieniom i oczekiwaniom tych cierpiących istot i stać się panaceum na ich dolegliwości. Oto bowiem nie muszą oni już czytać, by przeczytać. Zrobi to za nich Tomasz Sobczak. W zaledwie osiem godzin.

Nic nie widziałem, nic nie słyszałem

Tak, wiem, spoko jest ten audiobook, ale tak naprawdę to chcielibyście czegoś nowego. Ja też bym chciał, ale wiadomo co jest wybrukowane dobrymi chęciami. Jeśli zapytacie mnie, kiedy nowy tytuł, to ja w przypływie skumulowanej kosmicznej wiedzy wszechświata powiem Wam jedno – nie mam zielonego pojęcia. Żeby Wam to wytłumaczyć, będę jak Gmoch. Rozrysuję to. Otóż na początku było… nic. Dokładnie tak to się zaczęło, bo czasem jest tak, że jak ktoś ma nic, to chciałby mieć… coś. No to bierze się do roboty, bo ma jakiś tam talent i trochę naiwnych ambicji. Los mu sprzyja, bo dysponuje czymś, co mają nieliczni – czasem. No i zdobywa to coś. Wtedy staje się coś, co zmienia perspektywę – traci potrzebny czas i jednocześnie nabywa wiedzę. Wie, że wątpliwa stopa zwrotu to powód, by więcej nie wkładać. Nie tylko palców do kontaktu. Wie, że nie będzie poważnym grajkiem, jeśli oni sami za niego nie włożą. Wie, że to może oznaczać buty na kołku, ale wie też, że Żulczyk to on nie jest, żeby go brali z pocałowaniem ręki. Wie, że to nie powód, żeby nie próbować, ale po pierwsze – już nie jest w desperackiej sytuacji, że ma nic, a chciałby coś, a po drugie – nie dysponuje już czasem. Nie może być więc też Mrozem, którego muszą usypiać chloroformem w wydawnictwie, żeby nie pisał jednej książki na tydzień. Innymi słowy wie, że nic nie wie, a zwłaszcza nie wie tego, co będzie. Podobno takie rzeczy wie tylko taki ktoś na ch, ale ch… wie, kto to jest.

Strefa mroku

Nikt Wam nie obieca tyle, ile ja Wam mogę obiecać. A obiecuję, że nie będę nic obiecywać. Trzeba się cieszyć tym co jest, a jest wcale niemało, bo nie tylko ten przezajebisty audiobook. Należy przecież pamiętać, iż RADEKtor Lopez ma również swoją  mroczną stronę. Tam zaś jest jak w lunaparku. Oprócz niewątpliwych atrakcji, jak ten niesamowity blog, można także posłuchać podobno strasznych opowieści wujka Lopeza, pobrechtać się z zażenowaniem przy autorskiej politycznej satyrze albo niby-śmiesznym wierszu, zlasować mózg propagandą oglądając LopezTV, czy też poznać bliżej słynnego przecież RadAktora Lopeza. Kto widział Lopez’a Mroczną Stronę, ten w cyrku się nie śmieje. Cyrki darme, jak to się mówi na głębokiej prowincji. Bo taka jest ta strona, prowincjonalna i żenująca. A z czasem tej żenady będzie tylko więcej. Tworzenie jej to dla mnie sadystyczna przyjemność. Zapraszam do mojego świata… 😈

RADEKtor Lopez.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: